Mama dietetyk o rozszerzaniu diety – nasza historia

Mama dietetyk o rozszerzaniu diety – nasza historia

Powinnam rozpocząć od zdania — moje dziecko, kończąc 6 miesięcy, zaczęło jeść i nie chce przerwać nawet na chwilę! Całe szczęście, że nie jest niejadkiem!

A teraz od początku.

Od kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wierzyłam, że moje dziecko będzie miało „idealnie” rozszerzaną dietę. Byłam też przekonana, że proces ten zacznie się, gdy Majka skończy 6 miesięcy. To drugie się udało. Sam proces rozszerzania bardzo zweryfikowało życie i pora roku, ale myślę, że nie mam sobie zbyt dużo do zarzucenia (przynajmniej sumienie mnie z tego powodu nie gryzie, więc nie jest źle).

Przede wszystkim warto poczytać na ten temat. Bo choć wiedzę ze studiów miałam, to fajnie jest poszukać czegoś innego. Znając zalety metody BLW (Baby Led Weaning — głównym założeniem jest wprowadzanie pokarmów stałych kontrolowane przez dziecko), czułam, że to dobra droga. Jest to przede wszystkim radość dziecka z posiłku i nabywania nowych umiejętności. Osobiście uważam, że istotne jest danie dziecku wyboru. Ono samo decyduje, co zje z tego, co mu damy i ile tego zje. Maja próbowała wszystkiego. Nawet jeśli coś nie zasmakowało za pierwszym razem (na początku brukselka a w późniejszym czasie kiwi) to za drugim lub trzecim razem normalnie to jadła. Dużym plusem jest fakt, że gdy dziecko je samodzielnie, mama ma szanse na zjedzenie ciepłego posiłku. A co do wad, czy raczej obaw towarzyszących tej metodzie. Wielu rodziców boi się zakrztuszenia. Majce zdarzyło się raz, po miesiącu rozszerzania diety, ale znakomicie poradziła sobie z tym sama. Warto też wspomnieć o bałaganie. Owszem, był bałagan, ale uważam, że to nic nie znaczące, w porównaniu z zaletami. Poza tym mamy psa, który sprzątał na bieżąco.

Podstawy!

Rozszerzanie diety rozpoczęliśmy od brokułu i marchewki gotowanych na parze (były na tyle twarde, że dało się je chwycić w rączkę). Ważne, aby uważnie obserwować dziecko i zwracać uwagę na wszelkie zmiany skórne (o ile się pojawiają), zmiany w wypróżnianiu czy na przykład pojawienie się bólu brzucha. Co kilka dni wprowadzałam nowe warzywo. Przez pierwsze 3 miesiące wprowadzałam wszystkie warzywa, a także kasze i makarony. Dlaczego nie wprowadziłam od razu owoców? Dlatego, że był to okres marzec-maj, czyli czas, gdzie o dobrej jakości owoce dość trudno a z racji posiadania dużego ogrodu, czekałam na własne plony. Chciałam także, aby Maja poznała smak wszystkich warzyw, zanim na dobre zacznie poznawać smak słodkich owoców (ot, taka moja fanaberia). To fantastyczne doświadczenie, patrzeć jak dziecko próbuje czegoś zupełnie nowego! Oprócz wspomnianych wcześniej warzyw dawałam ziemniaki, bataty, pora, selera, pietruszkę, kalafiora, brukselkę. Wraz z pojawianiem się sezonu na dane warzywo, dawałam je od razu Mai. Latem można bardzo poszaleć! Pamiętam, jak pojawiły się nasze własne rzodkiewki i akurat zbiegło się to z wyrzynaniem dolnych jedynek. Nie było nic lepszego do masowania dziąseł (oczywiście pod czujnym okiem rodzica)! Jeśli chodzi o kiszonki, to w małych ilościach podawałam ogórki małosolne i kiszone w okolicach 10 miesiąca (z małym wyjątkiem, o którym przeczytacie później). Kapustę kiszoną zaczęłam podawać w okolicach roczku, ze względu na to, że zbliżał się okres jesienny.

W międzyczasie, gdy Maja skończyła 7 miesięcy, podałam pierwszy raz mięso. Mam na szczęście dostęp do dobrych jakościowo kurczaków. Niestety dziecku drób raczej nie przypadł do gustu. Myślę, że ze względu na konsystencje. Do tej pory zdecydowanie woli rybę np. dorsza, którego dostaje 2 razy w tygodniu. Mięso je raz lub dwa razy w tygodniu i z reguły jako część zupy. Nie mam potrzeby zmuszać jej do jedzenia mięsa. Tu może wspomnę o parówkach. Gdy Majka miała 13 miesięcy, udało nam się trafić na takie o idealnym składzie, więc dostała 2 małe kawałki. Niestety było to 620 km od naszego domu, więc nie są one składnikiem naszej diety. Uważam je za zbędny element. Póki co, nie jada też mięsnych sosów oraz smażonego mięsa. Lubi za to rośliny strączkowe w każdej postaci. Soczewicę jada jako dodatek do leczo czy farsz w pierogach, ciecierzycę najczęściej jako przekąskę.

Zapomniałabym o jajkach! Również w 7 miesiącu podałam jajko ugotowane na twardo. Maja była niezadowolona. Jajecznica na parze też nie wchodziła w grę. Do czasu, aż nie zaczęliśmy jeść rodzinnie jajecznicy! Teraz Majka uwielbia wszelkiego rodzaju omlety z warzywami, a jajecznicą też nie pogardzi. Oczywiście jajko, jako część potrawy, tolerowała od samego początku.

W czerwcu Maja miała skończone 8 miesięcy i mogła już spokojnie korzystać z dobrodziejstw ogrodu, a poznawanie smaku owoców to była ogromna radość. Najbardziej lubiła czerwone porzeczki i borówki amerykańskie, ale przegryzała je truskawkami, agrestem, malinami, poziomkami, jeżynami. Tu należałoby wspomnieć, jak ważna jest atmosfera towarzysząca jedzeniu. Czerwone porzeczki podjadane z krzaka ze starszymi kuzynami czy codzienny rytuał chodzenia na borówki z dziadkiem naprawdę zachęcają do poznawania nowego! Codzienne posiłki są najlepszym doświadczeniem, gdy są jedzone razem z rodzicami (albo chociaż jednym z nich) w miłej atmosferze, bez zmuszania do czegokolwiek. Lato przeleciało nam pod znakiem przygotowywania posiłków prosto z ogrodu (nie martwcie się, może być też stragan lub zaufany dostawca). Zawsze pamiętałam, aby mieć w kuchni zapas kasz i dobrej jakości tłuszczów (masła, oliwy z oliwek, oleju rzepakowego i lnianego). Starałam się zrobić jak największe zapasy mrożonek. Muszę tu wspomnieć, że Maja jest maniakiem koktajli warzywno-owocowych. Jarmuż lub szpinak w połączeniu z owocami oraz awokado to dla niej najlepszy deser (taki koktajl traktuję zawsze jako oddzielny posiłek).

Nabiał

Maja miała delikatną nietolerancję laktozy. Niestety każdy jogurt naturalny (zwykły oraz bez laktozy) sprawiał, że następnego dnia budziła się z twarzą w kropki. Myślę, że niebawem spróbujemy znowu wprowadzić go do menu. Co w takim razie zamiast mleka? Do potraw długo dodawałam mleko roślinne (o dobrym składzie). Właściwie przez całe 6 miesięcy do ukończenia roku. Do dziś najczęściej stosuję napój orkiszowy. Gdy skończyła rok, spróbowałam podać jej mleko krowie. Zaczynaliśmy od dwóch małych łyków, co kilka dni zwiększając ilość. Obecnie jest w stanie wypić całą szklankę, bez żadnych objawów. Często jednak wracamy do napoju orkiszowego, ponieważ obie lubimy potrawy, które są na nim przygotowane. Od początków rozszerzania diety dostawała dobrej jakości masło. Po roku zaczęła dostawać ser żółty i twarożek, jednak nie jest on w czołówce jej ulubionych smaków. Mogę nawet napisać, że woli delikatny ser kozi.

Co do picia?

Woda, woda i jeszcze raz woda. Nie było łatwo. Maja kończąc 6 miesięcy nadal piła dużo mleka modyfikowanego. Jednak, gdy lato zbliżało się coraz bardziej i temperatury rosły, moim celem było nauczenie jej, że odtąd nie powinna rozstawać się z wodą. Udało się. Jesienią i zimą podaję jej po prostu cieplejszą wodę, a czasami po mroźnym spacerze wypije szklankę ciepłego mleka krowiego, bez żadnych dodatków.

Ten cały gluten

Zalecenia, które pojawiły się w 2017 roku, mówią o podaniu glutenu do ukończenia 1. roku życia. Ja podałam pół łyżeczki ugotowanej kaszy manny po szóstym miesiącu, w drugim tygodniu rozszerzania diety. Zrobiłam to trochę na przekór sobie, tak naprawdę po to, aby mieć ten punkt odhaczony i dalej spokojnie rozszerzać dietę. A potem dałam sobie spokój. Majka poznała kaszę jaglaną, gryczaną niepaloną, orkiszową. Zaczęłam podawać jej także makarony, od zwykłego pszennego (robionego przez babcię) po kukurydziany, orkiszowy, z mąki płaskurki. Staram się, by jadła chleb jak najlepszej jakości, ale zdarza się, że zje kajzerkę (co moim zdaniem, jest jedyną większą skazą na jej diecie).

Co z cukrem?

Moje dziecko nie je słodyczy, nie dodaję jej cukru do potraw, a także nie dostaje zamienników typu cukier trzcinowy, ksylitol itp. Od czasu do czasu dostaje odrobinę miodu (pół łyżeczki) jako dodatek do kaszy z owocami. Zdarza się to jednak ok. 2-3 razy w miesiącu i tylko do gotowej, przestudzonej potrawy. Jako zamiennik stosuję daktyle i figi. Od razu dodam, że Maja ma niecałe 1,5 roku i uważam, że ma jeszcze czas na poznanie smaku słodyczy i nie ma potrzeby wprowadzania ich do diety dziecka przed drugim, a nawet trzecim rokiem życia.

Apetyt mojego dziecka zaskakuje mnie każdego dnia. Gotowanie dla niej to przyjemność i jednocześnie najlepsza inwestycja w jej zdrowie. Rozszerzanie diety nie kończy się wraz z ukończeniem roczku, tylko jest procesem ciągłym. Więc jeszcze dużo przed nami! Chcę Was jednak zachęcić, abyście ufali swojemu dziecku. To ono ma decydować, ile zje, a my odpowiadamy za to, co mu podamy na talerz. Czytajcie skład i starajcie się dobierać produkty jak najlepszej jakości. Każda pora roku to inne warzywa i owoce więc jedzcie sezonowo. Dajcie dobry przykład, nie stresujecie się niepotrzebnie i dobrze się bawcie!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *